Rodzinna legenda głosi, że jedna z moich obrzydliwie próżnych praciotek obsesyjnie dbająca o swój wygląd (ehm… po kimś to mam, ah te geny) chcąc za wszelką cenę uniknąć zmarszczek nigdy się nie śmiała. Gdy coś rozbawiło ją do łez składała usta w dziubek, i wydawała dźwięk jak sowa w puszczy, ponieważ w takiej konfiguracji zwykłe „ha, ha” było niestety niemożliwe. Sposób niezawodny gdyż lico gładkie ponoć miała niczym niemowlę, a powodzeniem cieszyła się do osiemdziesiątki.

Życie bez śmiechu jest jednak zapewne dość ponure i thank GOD! że żyjemy czasach, w których kosmetologia osiągnęła level high, a w świątyni rozpusty pod wezwaniem Sephory znaleźć można kosmetyki przeciwzmarszczkowe takiej jakości, że ani wujek Heniek sypiący dowcipami przy niedzielnym obiedzie ani Michał Kempa ani nawet Dawid Podsiadło w roaście Kuby Wojewódzkiego nie będą nam straszni.

NADWORNY MEDYK KRÓLOWEJ POPU

W tym miesiącu moim przeciwzmarszczkowym strażnikiem został krem pod oczy Xtend Your Youth od dr. brandt. Znalazłam go w Sephora w promocyjnej cenie, i kiedy jedna z ekspedientek uświadomiła mi, że dr. brandt to marka, którą założył nadworny lekarz Madonny, w pięć sekund znalazłam się przy kasie. Skoro dzięki niemu za kilka dekad mam szansę wyglądać choć w połowie tak dobrze jak królowa popu lub jej medyk, wielki Fredric o twarzy zmarszczką nieskalanej, I’m in.

Dr Brandt, człowiek-rewolucja, ojciec botoksu oraz najlepiej sprzedającego się kosmetyku przeciwstarzeniowego na świecie o nazwie Lineless. Lines No More zbudował swoje imperium na twarzach tysięcy nowojorskich kobiet. Pełen charyzmy, uwielbiany przez celebrytów i media, wyznawca zdrowego trybu życia bez cukru i glutenu wyglądał i – jak twierdził – również czuł się jak dwudziestolatek do końca swoich dni. Wybierając krem pod oczy zawsze biorę próbkę, sprawdzam czy nie uczula i jak się wchłania i dopiero wtedy decyduję się na zakup. Tym razem w ciemno zaufałam Fryderykowi, bo przecież, człowiek o takiej twarzy i takim nazwisku dziadostwa by nie sygnował.

ZAPACH

Delikatny i świeży z lekką różaną nutą. Jest nieinwazyjny, więc bezpieczny dla tych z Was, które wolą produkty bezzapachowe i jednocześnie tak ładny i oryginalny, że fanki pięknych zapachów będą zachwycone.

KONSYSTENCJA

To jeden z najważniejszych czynników, który wpływa na moją decyzję o zakupie kremu pod oczy. Nie lubię konsystencji żelowej, jest zbyt lekka i nie sprawdza się przy moich głębokich zmarszczkach mimicznych. Z kolei zbyt tłusta jest uciążliwa, bo długo się wchłania i w efekcie większość kremu wsiąka w poduszkę bądź pokryta warstwą korektora spływa wraz z nim. XYY eye cream ma formułę idealną. Nie za ciężka nie za lekka, wchłania się szybko i jednocześnie głęboko odżywia.

SKŁAD

Wyciąg z zielonej i białej herbaty oraz z pestek winogron wydobyty na drodze nowego innowacyjnego procesu ekstrakcji zapewnia 900% więcej ochrony antyoksydacyjnej niż zwykła herbaciana esencja. Skwalan z oliwek, nawilża skórę i chroni ją przed odwodnieniem, pozostawiając ją gładką i odżywioną. Witamina C ma za zadanie zmniejszyć widoczność płytkich zmarszczek.

DZIAŁANIE

Te z Was, które oczekują efektu silnego liftingu, bądź bardzo widocznego spłycenia zmarszczek, mogą poczuć się rozczarowane. Krem nie daje bardzo widocznych efektów naprawczych, jego działanie jest przede wszystkim prewencyjne: zachowanie skóry w dotychczasowej kondycji i niedopuszczenie do pogłębienia się istniejących już oznak starzenia. Na co dzień używam kremów bogatszych w przeciwstarzeniowe substancje aktywne i o znacznie silniejszym działaniu, jednak co jakiś czas odstawiam je na chwilę chcąc zmobilizować skórę do walki z upływającym czasem. Wtedy właśnie wybieram kremy lżejsze, mocno nawilżające i o mniejszej ilości składników. XYY eye cream idealnie nada się dla osób młodszych, od 20 roku wzwyż, nawet dla tych które nie zauważyły jeszcze u siebie pierwszych zmarszczek. Wiem, że wydanie 200 zł, by zapobiec czemuś, co jeszcze się nie pojawiło i nawet ciężko wyobrazić sobie jak wygląda, wyda się niektórym abstrakcją, ale naprawdę, profilaktyka jest znacznie bardziej skuteczna niż leczenie objawów. Za kilka lat podziękujecie sobie, że zaczęłyście porządnie dbać o skórę w tak młodym wieku.

OPAKOWANIE

15 ml. Poręczne, wykonane z matowego plastiku i srebrnego metalu. Pompka pozwala wycisnąć kosmetyk do ostatniej kropli – ani odrobina nie zostaje na ściankach.

WYDAJNOŚĆ

Super wydajny. Mam go ponad miesiąc i stosując dwa razy dziennie zużyłam dopiero połowę.

CENA

Około 200 zł w Sephora

OCENA

8/10

Krem nie dostaje maksa z dwóch powodów. Jest świetny, to fakt, ale mógłby być ciut tańszy. Niewielu studentów stać na kosmetyk za 200 złotych, który przeznaczony jest właśnie dla osób w tym wieku. Wszystkim, którzy dysponują większym budżetem, szczerze go polecam. Nie będziecie żałować.

Drugim powodem jest opakowanie. Niby fajnie i ładne (na pewno praktyczne) ale… bo ja wiem? Nic szczególnego. Od designu z tej półki cenowej oczekuję zdecydowanie większego WOW.

Tak, czy siak, Dziewczyny (i Chłopaki… jeżeli jacyś mnie czytają… halo? Czy są na sali jacyś mężczyźni?) zakupu nie żałuję i za jakiś czas dając skórze chwilę wytchnienia od super-duper napakowanych boosterów anti-aging na pewno do niego wrócę.