Blogowanie nie jest, wbrew powszechnemu przekonaniu, łatwym kawałkiem chleba. Jasne, to chyba najfajniejszy zawód jaki mogłam sobie wymarzyć, coś, co uwielbiam, w co wkładam całe serce, moja pasja, mój własny kreatywny biznes. Kocham wolność, którą mi daje, to że pracuję na własny rachunek, że sama decyduje o tym z kim chcę współpracować i ile godzin dziennie poświęcać na rozbudowę swojego blogowego imperium.

Z drugiej strony, bycie blogerką niesie ze sobą sporą presję. Fakt, że mój blog i Instagram dociera do sporej ilości odbiorców, że w pewnym sensie wyznaczam trendy i wpływam na ludzkie opinie, obarcza mnie sporą odpowiedzialnością. To, że podstawą mojego biznesu jest umiejętność zgrabnego składania zdań i robienia fajnych zdjęć sprawia, że dzień w dzień, mimo zmęczenia, brzydkiej pogody lub napadu zwykłego, ludzkiego lenistwa, muszę wykazywać się sporą dozą kreatywności. Zaś fakt, że niemal codziennie biorę udział w mini sesjach zdjęciowych, spotykam z ludźmi i pojawiam na eventach, wymaga ode mnie niespożytych pokładów energii i umiejętności makijażowych na poziomie co najmniej średnim (dzięki Nikkie i Jeffrey, za to, że mogę się od Was uczyć 🙂 ) oraz mądrego dbania o urodę, co jak wiadomo, nie jest proste, zajmuje bardzo dużo czasu i bywa mocno frustrujące chyba że, tak jak ja, trafi się na wspaniały gabinet.

I właśnie o tym ostatnim aspekcie chciałabym Wam dzisiaj parę słów napisać.

KARBOKSYTERAPIA W GABINECIE THE COLOURS BEAUTY STUDIO

O The Colours Beauty Studio pisałam Wam już wielokrotnie. Że kocham to miejsce miłością szczerą nie tylko za piękne jasne nowe wnętrze, lecz również, i głównie, z powodu ludzi: Sylwii – wspaniałej kosmetolog, Karoliny – pięknej właścicielki z burzą cudownych loków, Pauli – mojej ulubionej Pani Menadżer, Moniki – robiącej najśliczniejsze wzorki na paznokciach, Asi– autorki moich najpiękniejszych paznokci ślubnych ever.

Przychodzę tam zawsze z radością, a wychodzę z dodatkową parą różowych brokatowych skrzydeł i złożami energii, których nie wyczerpie nawet najbardziej intensywny tydzień. Bo przecież wiadomo, że to co na zewnątrz i to co w duszy jest połączone ze sobą ścisłym, nierozerwalnym węzłem.

Zabiegów w warszawskim The Colours Beauty Studio jest mnóstwo i część z nich już dla Was opisywałam, ale nie wspomniałam jeszcze o tym, który ostatnio podbił moje serce. A jest nim karboksyterapia, czyli… terapia odmładzająca przy użyciu dwutlenku węgla. To właśnie dzięki niej pozbyłam się ostatnio uporczywych zmarszczek i ujędrniłam ciało tak, że po raz pierwszy polubiłam się w kostiumie kąpielowym 🙂

NA CZYM POLEGA KARBOKSYTERAPIA?

Kiedy przyszłam na zabieg po raz pierwszy i spojrzałam na Sylwię, która z uśmiechem anioła zginała igłę, by pod właściwym kątem wbić mi ją w czoło, z rezygnacją przyjęłam, że czeka mnie najgorsze. Jako weteranka medycyny estetycznej – jestem jej wielką fanką i uważam, że właściwie stosowana działa cuda – przechodziłam zabiegi, na widok których niejedna z Was niechybnie by zemdlała, toteż, jak domyślacie się zapewne, igły nie robią już na mnie większego wrażenia. Jakże więc miłym zaskoczeniem okazał się fakt, że wbicie cieniutkiej igiełki porównałam w myślach z rozkoszą do ukąszenia komara, a sam przepływ dwutlenku węgla był, w porównaniu z innymi zabiegami, praktycznie bezbolesny. Poza tym sam zabieg trwał naprawdę bardzo krótko.

Karboksyterapia to bezpieczna i nieinwazyjna metoda (w końcu nie wstrzykujemy pod skórę niczego poza CO2), która stosowana jest nie tylko do odmładzania skóry, lecz również do walki z jej zwiotczeniem, z nadmiarem tłuszczu, łysieniem, z rozstępami i zaburzeniami krążenia.

Efektem regularnego poddawania się zabiegom jest napięta i elastyczna skóra, szczuplejsza sylwetka, redukcja zmarszczek (tych głębszych i tych płytszych) oraz gęstsze włosy.

Skąd te efekty? Podany podskórnie dwutlenek węgla w kontrolowany sposób rozszerza naczynia krwionośne i pozwalając świeżej i natlenowanej krwi dotrzeć do miejsc, które chcemy „naprawić”, pobudza do pracy kolagen i elastynę.

Intensywność przepływu dwutlenku węgla jest różna dla każdej partii twarzy i ciała, zaś parametry ustalane są indywidualnie, ponieważ odczucia każdej z nas są bardzo różne.

TO TERAZ TROCHĘ MNIEJ NAUKOWO 🙂

Tyle ze strony naukowej, zaś od siebie, po ludzku, powiem tak: rzadko po którym zabiegu efekty pojawiają się tak szybko i są tak widoczne. Na rynku medycyny estetycznej procedur odmładzających jest multum, większość jednak podobnie skutecznych jest dużo droższa, zdecydowanie bardziej „krwawa” i wymagająca długiego procesu regeneracji.

Po skończonym zabiegu karboksyterapii jesteśmy ready to go i pomijając drobniutkie siniaczki, które mogą powstać w miejscach wkłuć, na twarzy nie widać żadnych śladów. No pokażcie mi choć jedną taką nieinwazyjną i jednocześnie skuteczną metodę!

Poza zaleceniem stosowania filtra UV – najlepiej 50 drogie Skarby, inaczej pojawią się przebarwienia –  pielęgnacja pozabiegowa nie odbiega w żaden sposób od tej, którą stosujemy na co dzień i nie musicie rezygnować ze swoich ulubionych kremików 🙂

Tak więc wszystkie z Was, które nie przyjaźnią się ze swoimi zmarszczkami i nie mają ochoty „starzeć się z godnością” (ulubiony slogan przeciwników medycyny estetycznej, dla których godności przybywa wraz z ilością bruzd, ciekawa zależność, przyznajcie same… 🙂 ) zapraszam serdecznie na leżankę do Sylwii z The Colours Beauty Studio. Zajmie się Wami jak prawdziwymi księżniczkami i ani się obejrzycie jak zmęczona buzia zamieni się w promienne liczko, a na plecach zatrzepoczą brokatowe skrzydła.