Wesele za mniej niż tydzień. Z jednej strony mam ochotę skakać z radości, z drugiej żołądek zawiązał mi się na mały supełek, a w brzuchu trzepocze skrzydłami stado motyli.

Załatwianie ostatnich spraw, dopinanie ostatnich szczegółów. Podział i delegowanie zadań, ty zrób to, ja zrobię tamto, dzwoniłeś? Tak, a ty? Też. Cholera o tym zapomniałem, a ja o tamtym. Mamy jeszcze trochę czasu, ale zegar tyka, jeszcze tyko 7 dni, 6 dni, 5,4,3,2,1… BUM! Zdążymy ze wszystkim? Spokojnie, jasne, że tak. W końcu to projekt jak każdy inny. Dla mnie nie. Dla mnie trochę.

W tym całym pędzie i ganiatyce łatwo trochę się pogubić i zapomnieć o tym, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Że kwiaty, sukienka, dobre wino, że muzyka, garnitur i dekoracja sali są tylko dodatkiem. Bo to, co najważniejsze, siedzi właśnie obok przy kuchennym stole z otwartym Exelem i drapie się po głowie układając ludzi przy stolikach, bądź dodając kolejne hity do weselnej playlisty. Że tak naprawdę poza nim i ludźmi, których kochamy, i którzy bawiliby się z nami równie dobrze w spelunie pod Radomiem, bo są z nami dla nas i tylko dla nas, nic nie jest ważne.

Człowiekiem, który pomógł nam zatrzymać się na chwilę i skupić ponownie na tym, co stanowi sedno całego tego szalonego przedsięwzięcia jest super zdolny Darek Baran, mój wieloletni przyjaciel, i jego firma DB Film (www.dbfilm.pl). Spędziliśmy z nim kilka przepięknych godzin w naszych ukochanych krakowskich miejscach kręcąc intymny przedślubny film, który wycisnął nasze serca jak cytrynę i w klikunastu kadrach ujął istotę rzeczy. Zobaczcie.