Jestem mężatką. Tak wiem, mnie samej ciężko w to uwierzyć. Ostatni rok zamienił się w jazdę rozpędzonym Ferrari, które zatrzymało się z piskiem dopiero 23 czerwca o 19:00, kiedy przekroczyliśmy próg weselnej sali. Spojrzałam wtedy na tłum roześmianych kochanych twarzy i wiedziałam, że czeka mnie najpiękniejszy wieczór w życiu.


Jako doświadczona panna młoda postanowiłam podzielić się z Wami wskazówkami co zrobić, żeby wasze wesele stało się the night to remember, zaczynając od elementu, który odpowiednio ogany, może stać się jedną z najpiękniejszych weselnych atrakcji, a mianowicie od… tortu.

 

Wierzcie mi, naprawdę byłam mocno wyluzowana i takie szczegóły jak grubość szkla w którym podawana jest wódka, kolor talerzy i rodzaj sztućców mało mnie obchodziły (ku memu zdziwieniu większość panien młodych zwraca na takie detale uwagę…).

Jednak ponieważ nie chcieliśmy wodzireja, gier ani zabaw, tort weselny był – poza walcem prowadzonym przez mojego Tatę – jedyną atrakcją, którą zaplanowaliśmy dla naszych gości i, jak się zapewne domyślacie, wyglądać i smakować musiał perfekcyjnie.

Nie starczyłoby miejsca na kilkunastu A4, żeby wymienić wszystkie cukiernie, które odwiedziliśmy w poszukiwaniu tortu idealnego. Tam za dużo lukru, tu za ciężka masa, ten zbyt kiczowaty, tamten znów zbyt skromny – serio, naprawdę nie jestem trudnym klientem i nie znoszę być marudą, więc myślałam, że po setnej degustacji ducha wyzionę.

Aż wreszcie, pewnego słonecznego popołudnia, Google zlitował się nade mną, i gdy w rzucie desperacji po raz któryś wpisałam w przeglądarkę „torty weselne Kraków“ pokierował mnie tu: https://www.facebook.com/salontortowartystycznych/?ref=br_rs

Andrzej Knaga, młody energiczny cukiernik-artysta z Krakowa, spotkał się z nami w swojej skromnej cukierni przy ulicy Bronowickiej 55. Kiedy zobaczyłam jego szczery uśmiech i usłyszałam pasję w głosie, gdy mówił o swojej pracy, wiedziałam, że trafiliśmy we właściwe miejsce. Ciasto, które dostaliśmy do degustacji, było chyba najlepszym, jakie jadłam w życiu, a inwencja twórcza Andrzeja i jego otwartość na nasze pomysły przerosły nasze najśmielsze oczekiwania.

Z wykształcenia cukiernik założył swoją firmę kilka lat temu, chcąc stawić czoło powszechnemu przekonaniu, że piękne torty najczęściej są niesmaczne. Jego dzieła to przede wszystkim wspaniały smak, a dopiero potem przepiękna forma, wymagająca od twórcy niezwykłej wyobraźni i perfekcyjnego opanowania sztuki cukierniczej.

Andrzej przygotowuje torty na najróżniejsze okazje, od urodzin poprzez komunie i rocznice, jednak to torty weselne stanowią największą część jego realizacji – wyznał nam w sekrecie, że w sezonie tworzy tygodniowo od kilku do KILKUNASTU! słodkich arcydzieł, zaś najbardziej szalonym i wymagającym, które upiekł kiedykolwiek, był tort odwzorowujący szczegółowo suknię ślubną panny młodej.

Zapytany przeze mnie o to, co sprawia mu największą radość w byciu cukiernikiem, udzielił odpowiedzi, która ujęła mnie za serce:

„Kocham cukiernictwo, bo kocham ludzi. To dzięki temu, co robię, mogę uczestniczyć w najważniejszych dla nich momentach: urodzinach dzieci, chrzcinach, pierwszej komunii, ślubie. Z największą starannością tworzę torty chcąc sprawić, by te momenty były dla moich klientów naprawdę wyjątkowe“.

 

Poza cukiernictwem pasją Andrzeja jest również taniec, a zwłaszcza Samba, którą tańczył dopóki nie stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych cukierników w Polsce. Teraz, nie mając czasu na Sambę, oddał pałeczkę córce, która rozwija swoje taneczne hobby. „Poza tym kocham pisać“ dodaje. „ Jestem wrażliwym facetem i przelewam emocje na papier. To tak jak ubieranie tortu – zamiast czekolady i marcepanu używasz słów… Nieśmiało zdradzę, że skończyłem pisać swoją pierwszą książkę“.

Widząc jak niezwykłym i zdolnym jest człowiekiem, nie mogę doczekać się aż ją przeczytam.

Nasz tort wjechał na salę o północy. Duży na 180 osób i jednocześnie subtelny o delikatnej konstrukcji, ozdobiony kaskadami żywych kwiatów i tak wysoki, że Arek musiał wziąć mnie na ręce, gdy chcieliśmy go pokroić. Do samego końca pozostał niespodzianką, bo ufając Andrzejowi bez reszty, podrzuciliśmy mu zaledwie kilka inspiracji, nie ograniczając jego twórczej wolności.

Andrzej Knaga przywiózł go w tradycyjnym stroju cukierniczym, po czterech stronach odpalił zimne ognie, i powiem Wam szczerze, że była to jedna z najbardziej wzruszających chwil naszego wesela. Widziałam zdjęcia tworzonych przez Andrzeja arcydzieł, ale nie spodziewałam się czegoś tak pięknego, a zachwyt w oczach naszych bliskich był czymś czego nigdy nie zapomnę.

Andrzej, to między innymi Ty sprawiłeś, że nasze wesele było jak ze snu. Dziękujemy!