Kocham kosmetyki do pielęgnacji. Tak. Im z wyższej półki tym lepiej. Uwielbiam posmak luksusu, który niesie ze sobą ich zapach i wygląd. Ale moja miłość to coś więcej niż zamiłowanie do ładnych, luksusowych rzeczy. Mam bardzo wymagającą skórę, przesuszoną ze skłonnością do zmarszczek, z którymi walczę już od czasów liceum i z doświadczenia wiem: standardowy drogeryjny kremik na buzię i jakiśtam specyfik pod oczy nie dadzą rady. Jedyne kosmetyki, wśród których decyduję się często na trochę tańszą opcję to te do demakijażu – wiem, że cena nie zawsze przekłada się tu na jakość i często tańsze bywają lepsze od „ekskluzywnych”. W poszukiwaniu perełek, które opóźnią proces starzenia mojej delikatnej i cienkiej skóry przetestowałam już w ciągu kilkunastu lat całą gamę najróżniejszych kremów, żeli, serum, pianek i innych, z których część zachwyciła mnie na tyle, że postanowiłam przedstawić je Wam na blogu.

 

PORANEK À LA BIAIR WALDORF

Wyobraź sobie taką scenę. Budzisz się, otulona atłasową pidżamą w wielkim łóżku z baldachimem (ja widzę się pod różowym, ale wiem, że nie każda z Was musi podzielać moje zamiłowanie do różu, jednorożców i wszechobecnego brokatu 😀 ). Gdy skończysz jeść perfekcyjne śniadanie, które mężczyzna o ciele Apolla przyniósł Ci do łóżka, wsuwasz na idealnie zadbane stopy mięciutkie futrzane klapki (różowe?), zarzucasz jedwabny szlafrok (…różowy…?) i podchodzisz do dużej, nieskazitelnie białej toaletki, gdzie w równiusieńkim rządku stoi  kilkanaście luksusowych kremów, które dobierasz w zależności od humoru. Przez sekundę wahasz się, omiatając wzrokiem odbicie swojej idealnie gładkiej twarzy w wielkim, półokrągłym toaletkowym lustrze o białej rzeźbionej ramie, po czym wybierasz… Double Serum Clarins.

Dokładnie tak.

Żaden kosmetyk nie pasuje lepiej do idealnego poranku w stylu Blair Waldorf.

ZAPACH

Intensywny i ulotny jednocześnie, ma w sobie coś zniewalającego. Jest jak słoneczny poranek, przedsmak nadchodzącego święta, wielkie jasne mieszkanie z widokiem na dachy Nowego Jorku. Dzień spędzony na zakupach i spotkaniach z przyjaciółkami. Szafa pełna nowych sukienek. Wielki bukiet kwiatów i pudełko makaroników, które przysłał tajemniczy „ktoś”. Torebka Chanel i szpilki Laboutin (oczywiście te, z czerwoną podeszwą). Woń beztroskiego bajkowego luksusu. Żaden inny kosmetyk, spośród wielu, które używałam, nie pachniał tak pięknie i uzależniająco. Nie mogę się od niego uwolnić. Skończyłam właśnie trzecią butelkę i sięgam po kolejną.

KONSYSTENCJA

Lekko oleista. Dla osób z cerą mieszaną i tłustą serum może być zbyt ciężkie do stosowania na dzień, ale dla borykających się z problemami skóry suchej i tendencją do zmarszczek będzie jak zbawienie: idealnie sprawdzi się rano pod krem i makijaż oraz wieczorem pod krem na noc. Świetnie się wchłania i wbrew moim obawom, nałożony na nie podkład nigdy się nie roluje.

SKŁAD

W skład Double Serum wchodzi dwadzieścia roślinnych składników o zróżnicowanym działaniu odpowiedzialnych za regenerację skóry, jej dotlenienie, odżywienie, nawilżenie i ochronę. Wszystkie razem, wspomagane przez domieszkę jednego z chińskich ziół o silnych leczniczych właściwościach tworzą prawdziwą bombę przeciwstarzeniową.

DZIAŁANIE

Osoby o skórze tak cienkiej i suchej jak moja, na której każdy kolejny rok życia pozostawia kilka nowych zmarszczek, bardzo trudno jest zadowolić. Spośród dziesiątek przetestowanych przeze mnie kosmetyków z wyższej półki, dodanych przez wiele kobiet do listy ulubieńców, tylko kilka sprawdziło się u mnie i na palcach jednej ręki mogę policzyć te ukochane. Oczywiście Double Serum Clarinsa jest wśród nich.

Nie przesadzę, kiedy powiem, że poprawę kondycji skóry zauważyłam u siebie już po dwóch tygodniach. Myślałam, że to autosugestia (bardzo wiele oczekiwałam po tym serum, to fakt, i trzymałam mocno kciuki, żeby mnie nie zawiodło)  dopóki mój ulubiony fryzjer i makijażysta nie uszczypnął mnie w policzek z pytaniem: „byłaś na jakimś obstrzykiwaniu ostatnio, czy coś”? 😀 Oczywiście na „obstrzykiwania” chodzę i bardzo sobie cenię medycynę estetyczną (o tym w następnym poście), ale akurat w tym czasie robiłam sobie przerwę od zabiegów. Po miesiącu stosowania moja skóra wyglądała o kilka lat młodziej: rozświetlona, odżywiona i bardziej elastyczna.

Moja największa bolączka, zmarszczki pod oczami, wyraźnie się spłyciły, podobnie jak bruzdy nosowo wargowe. Twarz wyglądała na wypoczętą, choć przeważnie sypiam za krótko co niestety odbija się na mojej urodzie (i za o oczywiście winię Netflixa, i ich kolejne seriale, od których nie mogę się oderwać 😀 Nie wykupujcie abonamentu na Netfliksie. To złooo ). A co najważniejsze, zmiany zauważał już nie tylko mój fryzjer, ale wszyscy naokoło.

OPAKOWANIE

W 1985 roku, założyciel marki Jacques Courtin-Clarins postawił chemika Lionela de Benetti w obliczu niemałego wyzwania. Kazał stworzyć produkt, który łączyć będzie w jednej formule wszystkie składniki aktywne opóźniające procesy starzenia. Skomponowanie dobrego kosmetyku przeciwstarzeniowego nigdy nie było i nie będzie prostym zadaniem ponieważ niektóre substancje aktywne rozpuszczają się tylko w wodzie, a niektóre tylko w tłuszczach. Ale wtedy właśnie Jacques Courtin-Clarins wpadł na genialny pomysł: ulokował kosmetyk w dwóch osobnych buteleczkach, tak, żeby klientki mogły zmieszać je tuż przed użyciem. Tak narodziło się Double Serum. Dzisiaj butelka jest jedna, ale składa się z dwóch oddzielnych naczyń z osobnymi pompkami. Dzięki temu substancje stworzone z dwóch grup składników aktywnych nie wchodzą ze sobą w żadną reakcję zanim nie wyciśniemy ich na dłoń. Genialne, co?

Poza tym skonstruowane jest w taki sposób, że nic się nie marnuje. Produkt wyciśniemy do ostatniej kropelki bez obaw, że połowa została w środku (znacie pewnie to uczucie, kiedy widzicie resztki drogocennej substancji spływające po ściankach i nie możecie się do nich dobrać… największemu wrogowi tego nie życzę!)

WYDAJNOŚĆ

Butelka jest bardzo wygodna w użyciu, pozwala wycisnąć precyzyjną ilość obu substancji, potrzebną do zmieszania właściwej dawki. Na twarz i szyję przeważnie schodzą po dwie pompki, a jedno opakowanie o pojemności 30 ml starcza na około miesiąc, jeżeli stosujemy produkt dwa razy dziennie.

CENA

Czy cena 319 zł za 30 ml i 439 zł za 50 ml jest wysoka? I tak i nie. Biorąc pod uwagę działanie serum, jego cudowny zapach i komfort użycia jest jak najbardziej adekwatna. Z drugiej strony wiele z Was o mniej problematycznej skórze niż moja na pewno znalazłoby tańszy kosmetyk, który zadziałałby w waszym przypadku równie dobrze. Które z Was na pewno powinny wydać te cztery stówki? Osoby o suchej, cienkiej skórze z tendencją do przedwczesnego starzenia się (serum przeznaczone jest dla osób od 25roku życia wzwyż, więc nie bójcie się, że jego działanie będzie dla Was zbyt silne). No i te, które tęsknią za odrobiną luksusu 😀 Poranki a la Blair Waldorf są zdecydowanie warte tej ceny 😀

OCENA

10/10

Podobno założyciel marki Jacques Courtin-Clarins dołączał do opakowań małe karteczki, które klientki odsyłały mu potem spisując na nich wcześniej opinie i sugestie dotyczące produktu. Myślę, że wielka dbałość o klientów i uwaga, jaką im poświęcał, są jednymi z czynników, które przyczyniły się do powstania tego genialnego kosmetyku i mojego absolutnego top of the top.